Plaża Ma Zasięg, Niestety
Relacja z leżaka w lipcu, gdzie "zbiórka zamknięta na wakacje" oznacza jedną aplikację bankową i jednego tatę, który wciąż nie zapłacił.
Dawno, dawno temu, w odległej krainie zwanej "wakacjami", a konkretnie trzy wtorki temu na leżaku w Mielnie, ogłosiłam wszem i wobec, że zbiórka klasowa jest zamknięta do września. Sześć tygodni przerwy. Zasłużony odpoczynek dla kobiety, która cały czerwiec dopasowywała przelewy z tytułem "wycieczka xd" do konkretnego dziecka.
Parasol plażowy przyjął to do wiadomości bez komentarza. Cztery minuty później i tak otworzyłam aplikację banku, "tylko sprawdzić", tym samym gestem, którym sprawdza się, czy rana się goi, czyli naciskając na nią palcem.
Krem, piasek i pan Waldemar
Jest taki szczególny rodzaj relaksu, kiedy leżysz płasko, oczy zamknięte, naprawdę spokojna, a mały uparty głosik w głowie przypomina, że pan Waldemar z 3B nie zapłacił jeszcze za czerwcową wycieczkę. Nie wrześniową. Czerwcową. Tę, która już się odbyła. Dziecko pana Waldemara pojechało. Czterdzieści pięć złotych pana Waldemara nie.
Nie mam nic do pana Waldemara. Podobno to bardzo miły człowiek, który raz przyniósł na piknik klasowy dokładnie tyle serwetek, ile trzeba, co zdarza się rzadziej, niż mogłoby się wydawać. Ale pan Waldemar siedzi mi teraz w głowie jak ruszający się ząb w języku i żadne morskie powietrze go stamtąd nie wyciągnie.
Więc siedzę sobie na leżaku, na urlopie zgłoszonym samej sobie jako pełny detoks cyfrowy, i piszę wiadomość, która potrzebowała jedenastu wersji, żeby brzmieć jak od koleżanki, a nie z firmy windykacyjnej. "Cześć, mam nadzieję że odpoczywacie" - prawda - "tylko delikatnie przypominam o wycieczce, jak znajdziesz chwilę" - kłamstwo, bo nie ma delikatnej wersji zdania "jest Pan mi winien czterdzieści pięć złotych i mamy lipiec".
Krótka dygresja o mewach, obiecuję że to się połączy
Chwila dygresji, wytrzymajcie ze mną. Na tej plaży działa mewa, która wypracowała sobie system. Nie rzuca się na frytki od razu. Czeka, nieruchomo, obok rodziny, która WŁAŚNIE otworzyła paczkę, daje im dokładnie cztery sekundy złudnego spokoju, a potem uderza z pełnym przekonaniem i zerowym poczuciem winy. To jest, szczerze mówiąc, cała operacja. Obejrzałam ją dwa razy i poczułam coś w rodzaju zawodowego szacunku.
No dobra. Przypomnienia działają tak samo. Wyślij je od razu po wycieczce i wyglądasz na zdesperowaną. Poczekaj cztery dni, wyląduj ciepło i konkretnie, a przyjmą to tak, jakby zawsze miało tak być. Mewa mnie tego nauczyła. Mewa o tym nie wie. Nie jesteśmy sobie bliskie.
Szkoła nie wie, że jest lipiec
Tymczasem trzy różne osoby zapytały mnie już, bez żadnego wstępu, czy wrześniowa składka "będzie taka jak w zeszłym roku, czy jednak w górę". Jedna zapytała o to na grillu, trzymając kiełbasę, bez żadnego przygotowania gruntu. Szkoła zaczyna się dopiero za sześć tygodni, ale grupa na komunikatorze ma własny kalendarz, a ten zaczyna się w połowie lipca, kiełbasą w dłoni.
Odpowiedziałam szczerze. Jeszcze nie wiem. Nikt nie wie. Pismo o ubezpieczeniu nawet jeszcze nie przyszło, a trzy osoby już chcą liczbę.
Dokąd to wszystko zmierza, mniej więcej donikąd
Słuchajcie, zbudowaliśmy coś, co robi z tego trochę mniej negocjacji plażowych - jeden link, każdy widzi dokładnie ile jest winien, w swoim języku, a przypomnienie leci samo, bez jedenastu wersji pisanych na leżaku. Wspominam to raz i wracam do plaży, bo nikt nie chce reklamy między palcami u stóp.
W piątek pan Waldemar zapłacił. Czterdzieści pięć złotych, bez wiadomości, bez tłumaczenia, jakby tego tematu nigdy nie było. Nie poczułam nic. Poczułam się nawet lekko oszukana, bo cztery dni budowałam sobie w głowie to zamknięcie sprawy.
Parasol plażowy, trzeba przyznać, nadal się nie odezwał w tej sprawie. Sześć tygodni przerwy okazało się w praktyce oznaczać pięć i pół.